Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce morza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce morza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 listopada 2016

Małże w chińskim makaronie. Wytworna kolacja za piętnaście złotówek

Składniki:
chiński makaron mie
1 opakowanie mrożonych małży 

1 pomidor malinowy
10 plastrów chorizo
1 cebula cukrowa
kilka ziaren pieprzu syczuańskiego
100 ml czerwonego wina
natka pietruszki
Cebulę pokroić w cieniutkie piórka, chorizo w paski. Rozgrzać łyżkę oliwy, podsmażyć chwilę cebulę, dodać chorizo I smażyć aż zacznie się wytapiać tłuszcz. Dolać kieliszek wina I jeszcze chwilę smażyć. Pomidora sparzyć I obrać ze skóry. Pokroić w kostkę, wrzucić na patelnię, dolać jeszcze jeden kieliszek wina I dusić około 10 minut. Pod koniec dodać rozmrożone małże. W czasie smażenia ugotować makaron, krócej dwie minuty niż zaleca producent. Przełożyć makaron do sosu, dokładnie wymieszać, w razie potrzeby dolać trochę wody z gotowania makaronu. Podać posypany natką pietruszki.

sobota, 15 października 2016

Pad Thai, z krewetkami

Życiowy mętlik nie pozwalał mi poskładać prostych zdań w czytelny przepis. To nie znaczy, że chcę Was wciągnąć w toruńskie dyrdymały, to świadczy o tym, że nawet życiowe pasje w obliczu nawarstwiających się zdarzeń, nie uchronią przed ponurą refleksją. Coś się kończy. Jakiś etap, bliskie "życie"... Ty musisz trwać, znaleźć sposób na ból, żal, uśmiech...
Ci, którzy podglądają mnie od dawna wiedzą, że zaszywałam się w kuchni uciekając od codzienności. Dzisiaj nie szukam ucieczki. Nadszedł czas, kiedy muszę stawić jej czoła.  I choć walka bywa nierówna przeskakuję kolejne przeszkody, odpycham przykre myśli, a smutek zamieniam na piękne wspomnienia. 
Łatwym przepisem, na proste danie kuchni tajskiej, wracam tutaj, gdzie "obcy" ludzie okazują bezinteresowną życzliwość, gdzie zebrali się miłośnicy gotowania, gdzie panuje zdrowa i przyjazna atmosfera.

środa, 18 maja 2016

Omułki z duszoną szalotką, lubczykiem i czosnkiem, w białym winie

Mimo, że omułek jest gatunkiem kosmopolitycznym, na mój stół trafił pierwszy raz. Do tej pory jadałam ten przysmak w tawernach Chorwacji, Grecji lub wybranych miejscach na warszawskiej mapie kulinarnej. Tęskniłam za nim, wspominałam jego delikatny smak i wyobrażałam sobie, jak zanurzam w sosie, w którym był przygotowywany, pajdę świeżego chleba. Obok mrożonych zawsze przechodziłam obojętnie, pamiętając dobrą radę "starego" Greka, że tylko świeży połów może trafić na jego stół. A jednak uległam magii hiszpańskiego tygodnia w Lidlu i sięgnęłam po opakowanie. Przygotowałam bazę i jeszcze lekko zamrożone dorzuciłam do patelni. Może z tęsknoty, może z łakomstwa, ale na pewno nieskromnie przyznam, że wyszły wyborne :)