Odkąd prowadzę bloga, nawet kiedy nie inspiruje mnie inny przepis, stawiam dzieżę robota na wadze i odmierzam składniki. Robię notatki, dosypuję lub dolewam składniki w trakcie wyrabiania ciasta. Zazwyczaj jest dobrze, ale tym razem było też łatwiej. Dużo łatwiej owinąć ciasto wokół jednej, jędrnej truskawki niż formować bułeczkę z lepiącym się dżemem czy pokrojonymi na drobniejsze kawałki owocami. Maślanka pojawiła się w przepisie tylko dlatego, że nie miałam mleka. Ciasto owinęłam wokół truskawki, a rodzinę wokół stołu :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bułeczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bułeczki. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 maja 2016
czwartek, 19 listopada 2015
Racuchy z suszonych jabłek i serka wiedeńskiego. BLW
Miałam plan. Zrobię wieczorem ciasto, a rano uraczę Chłopaków aromatycznymi racuszkami. Po wyrośnięciu usmażyłam jednego i plan wziął w łeb. Powyłazili z "dziur", bo zapach zdominował wszystko co robili. Wysmażyłam całe ciasto, wyszło dwadzieścia małych racuszków, kilka zostało na rano. Zrobiłam z nich słodkie kanapeczki, przełożone porzeczkową konfiturą.
wtorek, 28 lipca 2015
Razowe mini chlebki z ciecierzycy i słonecznika. BLW
Nazwałam je chlebki, bo identycznie się pieką. Mają twardą skorupkę, zwarty środek, niczym razowiec, miękną po czasie, ale się nie starzeją. Kwestia smaku zależy od Was. Ja wymyśliłam akurat taki, bo muszę na chwilę odstawić gluten i eksperymentuję z produktami bez. Byłam też ciekawa smaku mąki z ciecierzycy. Dodałam ziarna słonecznika, a młodą cebulką podkręciłam smak. Wyszły naprawdę niezłe miniaturki cieciorkowego pumpernikla. Podałam je jako dodatek do sałatki i zrobiłam mini kanapki. Byłam pewna, że Kacper ich nie tknie, jak bardzo się myliłam zobaczcie na zdjęciu :)
poniedziałek, 13 lipca 2015
Openerówki. Z miłości do przyjaciół, gotowania i muzyki.
Muzyka, tradycja czy towarzystwo? Wszystkie trzy powody rozpościerają mi skrzydła i gnają na Babie Doły. Pierwszy, podstawowy, nie zawsze odpowiada na wszystkie potrzeby. Drugiego komentować nie muszę, wystarczy wspomnieć, że nie byłam tylko na kilkunastu koncertach, przez czternaście lat. Ostatni, spiera się z pierwszym, ale nie istnieją bez siebie. Tak jak ja nie istniałabym bez nich, moich Przyjaciółek. Cierpliwe, oddane, życzliwe, szczere, konkretne. Kobiety, z którymi mogłabym ukraść każdego konia i przejechać cały świat. Przegadać przy tym wszystkie noce, a w dzień odkrywać nieodkryte. Cieszyć się z sukcesów naszych dzieci i opłakiwać smutki po stracie najbliższych. Szanować, kochać i nie opuszczać, kiedy jest "sprawa".
Zamykać w cichym pokoju, szeptać rzeczy wiadome i niewiadome. Trzymać się za ręce, milionowy raz tłumacząc, że trzeba poczekać, czas złagodzi ból, że przyniesie rozwiązanie...
Startujemy w kolejne etapy, nie tylko naszych dzieci, niesamotnie, oparte o siebie, rozmawiając tak długo, aż nadejdzie rada. Ale nawet wygadane miliony godzin, przez telefon, nadal nie zaspokajają intymnej potrzeby, bycia blisko.
Opener, dzisiaj już kultowy festiwal, stał się dla nas okazją do pobycia razem. Każdy ma przydzieloną rolę. My, kobiety, kotłujemy się w kuchni. Oni, mężczyźni, robią zakupy i dbają o nasze samopoczucie dobrym drinkiem czy kawą. Wieczorem podrygujemy, wrzeszczymy lub wyciszamy na Babich Dołach. Jesteśmy stabilną, openerową rodziną, która zbliża się, mimo wielu zmian po drodze, codziennych wzlotów, upadków i nieprzewidzianych okoliczności. Mimo najtrudniejszego roku dla jednej z nas, znowu byliśmy razem. Dopóki kolana nie zmiękną zupełnie, a one będą chciały przeżywać ze mną kolejne fascynacje muzyczne, odkrywać takie perełki jak Archive, będę robić im te drożdżówki :)
poniedziałek, 29 czerwca 2015
środa, 24 czerwca 2015
Cukiniowe cebularze w wersji mini. BLW
Powinnam nagrywać filmy, z każdego posiłku Kacpra. Wszystkie pomruki, zdziwienia, fascynacje, odkrycia, wreszcie ukojenie, spokój i nasycenie. Cudowny widok dla mamy, która codziennie stara się urozmaicić dietę swojej Latorośli. Niczym nie gardzi, wszystkiego próbuje, każdy posiłek wyjątkowo "celebruje". Raz kończy czysty jak łza, innym razem umorusany jak węgielek. Wokół też bywa różnie, ale czy bałagan może nas zatrzymać? Inaczej jest z posiłkami "na wynos". Obserwują nas różne spojrzenia. Przychylne, ukradkowe, spode łba. Reaguję tylko na te pierwsze, dziękując za uznanie dla młodego łakomczucha ;)
niedziela, 17 maja 2015
Drożdżowe bułeczki dla niemowlaka, z rabarbarem i daktylami. BLW.
Rabarbar bardzo lubi cukier, ale udało mi się go oszukać, choć rodzina, poza Kacprem, jak zwykle, narzekała na skąpą słodycz ;)
Zamiast, proponowanego przeze mnie, farszu, można użyć niesłodzonej konfitury (o zwartej strukturze) czy innych owoców.
Porcja na 16 bułeczek:
Wszystkie składniki w temperaturze pokojowej:
Zaczyn:
40 g świeżych drożdży
1 łyżka mąki
1 łyżka syropu
200 ml ciepłego mleka (bardziej letniego)
Ciasto:
wyrośnięty zaczyn
500 g mąki pszennej 450
2 łyżki syropu klonowego (teraz dałabym więcej)
130 g stopionego, przestudzonego masła
2 rozbełtane jajka
opcjonalnie (1 łyżeczka domowej, kandyzowanej skórki i szczypta soli)
Farsz:
2 duże, grube łodygi rabarbaru
100 g suszonych owoców, u mnie daktyle, ale teraz pomieszałabym z rodzynkami, figami i morelami
2 łyżki mascarpone
1 łyżka wody różanej lub pomarańczowej
po pół łyżeczki kardamonu, gałki, imbiru
1 łyżeczka cynamonu
2 łyżki syropu klonowego (choć rabarbar bardzo prosił o cukier)
Kruszonka:
2 łyżki zmielonych orzechów laskowych
4 łyżki mąki pszennej, razowej
2 łyżki syropu
50 g zimnego masła
1. Drożdże rozpuszczamy w mleku z syropem i mąką. Odstawiamy do wyrośnięcia (spienienia). Do dzieży miksera wsypujemy przesianą mąkę, dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy, około 6 minut, gładkie ciasto. Przekładamy do dużej miski, wysmarowanej stopionym masłem, i czekamy, aż podwoi objętość (około godziny).
2. W tym czasie obieramy rabarbar, kroimy wzdłuż na cztery części, później w bardzo cieniutkie paseczki. Zalewamy na 15 minut syropem. Owoce zalewamy wrzątkiem i czekamy, aż zmiękną. Odsączamy wodę, siekamy i mieszamy z pozostałymi składnikami.
3. Wyrośnięte ciasto, uderzamy pięścią, kilka razy uderzamy o blat i jeszcze chwilę wyrabiamy ręcznie. Dzielimy najpierw na dwie części, potem każdą znowu na dwie, aż otrzymamy 16 kawałków (kroje ciasto nożem). Każdy kawałek zbieramy pod spód i odkładamy na wyłożonych papierem blachach. Po chwili rozciągamy w palcach i nakładamy półtora łyżeczki farszu. Zlepiamy i układamy tą stroną na papierze (fotoinstrukcja). Czekamy chwilę, aż podrosną (do 30 minut).
4. W tym czasie przygotowujemy kruszonkę. Do suchych, wymieszanych składników dodajemy syrop i po kawałku masło. Ucieramy w palcach, aż powstaną okruszki.
5. Wyrośnięte bułeczki smarujemy rozbełtanym jajkiem z łyżką mleka. posypujemy kruszonką i pieczemy, w rozgrzanym do 180 stopni, piekarniku przez 20 minut, na środkowym poziomie, bez termoobiegu. Najlepiej smakują dobrze wystudzone (na kratce).
piątek, 3 kwietnia 2015
Polędwiczka z indyka w sezamie z gorgonzolą, gruszką i parmezanowymi ślimakami
Propozycja na szybki obiad, gdyby nie parmezanowe bułeczki. Można je zastąpić świeżą bagietką, ale jeśli danie ma być po brzegi wypełnione smakiem to trzeba zakasać rękawy, włożyć ręce w drożdżowe ciasto (lub hak robota) i upiec pulchny, maślano - serowy dodatek do wybornej, klasycznej sałaty.
Składniki:
2 polędwiczki z indyka
1 łyżka nalewki pomarańczowo - kawowej
1 łyżka miodowej musztardy
1 łyżka sosu sojowego
2 łyżki czarnego sezamu, do panierowania
dodatkowo
jasne liście sałaty masłowej
1 opakowanie sera gorgonzola dolce
2 gruszki
dressing
1 łyżka musztardy pomarańczowej (teraz w Lidlu)
1 łyżeczka musztardy Dijon
1 ząbek czosnku, rozgnieciony
płaska łyżeczka soli himalajskiej
olej słonecznikowy
1 łyżka octu winnego
łyżka natki pietruszki
ślimaki parmezanowe
przepis na ciasto i wykonanie tutaj
farsz:
4 czubate łyżki startego parmezanu
1 czubata łyżka miękkiego masła
Ślimaki upiec zgodnie z przepisem z poprzedniego wpisu, z tą różnicą, że te smarować łyżeczką farszu z parmezanu i masła.
Polędwiczki umyć, osuszyć i natrzeć marynatą. Odstawić na minimum godzinę do lodówki. W tym czasie przygotować dressing. Zmiażdżony czosnek rozetrzeć z solą, dodać musztardy, ocet i stopniowo wlewać olej. Doprawić szczyptą cukru i dodać natkę. Odstawić. Rozgrzać łyżkę oliwy i łyżeczkę masła klarowanego. Na desce rozsypać sezam i obtoczyć w nim mięso. Smażyć z każdej strony, aż przestanie się "trząść" (można to stwierdzić lekko naciskając palcem). Na dużych talerzach rozłożyć porwane liście sałaty. Ułożyć na nich plastry sera, obok gruszkę i polać dressingiem. Usmażoną polędwiczkę pociąć w skośne plastry i ułożyć na sałacie. Do każdej porcji podać parmezanowe ślimaki.
sobota, 28 marca 2015
Bułeczki z pastą sezamową, tahini
Blogi. Odwiedzam, niektóre, bardzo często, inne sporadycznie, jeszcze inne tylko przed świętami. Ten, na którym znalazłam przepis, jest jeszcze z innej kategorii. "Chce mi się czegoś innego". Zawsze znajdę to, czego szukam. Zagrożeniem jest ilość gotowych przepisów lub inspiracji, których nie sposób wykorzystać. I ten upór autorki, która doskonali każdy z nich. Podziwiam za croissanty, chleby i wszystkie przepiękne zdjęcia, które wynoszą "Gotuje, bo lubi" na piedestał spośród innych, odwiedzanych przeze mnie stron. Tym razem szukałam inspiracji na "coś" z użyciem tahiny. Myślałam raczej o czymś wytrawnym, jakimś jednogarnkowym cudzie. Skończyło się na słodziutkich, pulchnych ślimaczkach. Dodałam masło do nadzienia i zmieniłam czas pieczenia. Jeśli chcecie wypróbować oryginalny, turecki przepis, odsyłam na stronę Moniki.
Składniki na 32 ślimaczki:
zaczyn
1 łyżeczka cukru
pół szklanki letniej wody
1 opakowanie suszonych drożdży
ciasto właściwe
spieniony zaczyn
2 małe jajka (u mnie od zielononóżek)
170 ml letniego mleka
2 łyżki oliwy
600 g maki 450
2 płaskie łyżeczki soli
nadzienie
4 łyżki pasty sezamowej
4 łyżki drobnego cukru
1 łyżka miękkiego masła
do posmarowania
1 żółtko
2 łyżki mleka
cukier trzcinowy, do posypania
W dzieży robota wymieszać wodę z cukrem. Posypać suszonymi drożdżami i odstawić, aż się spieni. Mąkę połączyć z solą. Jajka roztrzepać z mlekiem i oliwą. Dodawać, stopniowo, do spienionego zaczynu składniki i wyrobić gładkie ciasto (około sześć minut). Przełożyć do wysmarowanej oliwą miski, przykryć folią spożywczą i odstawić do wyrośnięcia. Podwojone ciasto przebić pięścią i podzielić na dwie części. Z pierwszej przygotujemy słodkie bułeczki, z drugiej wytrawne, z parmezanem (w innym wpisie przepis). Jedną odłożyć, przykrytą folią i ściereczką. Drugą podzielić na szesnaście kawałków (około 25 g). Posmarować dłonie oliwą i uformować kulki. Przykryć ściereczka na piętnaście minut. W tym czasie wymieszać pastę sezamową z cukrem i masłem(powinna mieć zwartą konsystencję, ale dać się smarować). Przygotować blachę do pieczenia wyłożoną papierem. Każdą kulkę rozwałkować na placek, posmarować czubatą łyżeczką tahiny i zrolować.
Zrolowany wałeczek powinien mieć około 25 cm długości. Zwinąć go w ślimaka, końcówkę podłożyć pod spód, ułożyć na blasze i spłaszczyć ręką.
Tak przygotowane bułeczki, przykryć ściereczką i odczekać kilka minut, aż lekko podrosną. Posmarować żółtkiem roztrzepanym z mlekiem i posypać cukrem. 

Piec w 180 stopniach przez 23 minuty, w bardzo dobrze rozgrzanym piekarniku.
wtorek, 2 grudnia 2014
Najłatwiejsza ciabatta
To wspaniała alternatywa dla zapominalskich, cierpiących na bezsenność lub buszujących z małymi dziećmi amatorów białego, pszennego pieczywa. Przepis znalazłam na stronie White Plate i jak to zwykle bywa u autorki bloga, jest idealny. Niestety ciabatta musi wyrastać przynajmniej trzy godziny. U mnie nie sprawdził się pomysł na wyrastanie całonocne. Po przełożeniu na papier, nie wyrosła już ani milimetra. Po upieczeniu skóra była za twarda, a środek, zamiast klasycznych, pięknych dziur, był jedną wielką kieszenią. Stąd pomysł na PITĘ, na którą przepis zamieściłam kilka postów wcześniej (klik). Proporcje ciasta są idealne, zmieniłam tylko czas wyrastania, pieczenia i temperaturę, bo każdy ma inny piekarnik. A nawet jeśli myśli, że ma taki sam, to sposób eksploatacji jest różny. Inaczej się zachowuje piekarnik "kury domowej", która piecze w nim nawet omlety, a inaczej "biznesłomen", która ma wszystkie, wypasione funkcje, ale otwiera go tylko po to, żeby kłuć po oczach lśniącym środkiem ;) Taka malutka złośliwość, bo oczywiście zazdroszczę tych drogich, nowoczesnych sprzętów każdej Pani Domu. Z drugiej strony humorów swojego poczciwego piekarnika uczyłam się prawie dziesięć lat! Znam go na wylot i niczym mnie już nie zaskoczy. To tyle o psikusach i romansach ze sprzętem domowym. Sami musicie wyczuć czas i temperaturę w jakiej Wasza ciabatta osiągnie wzorcowy smak i wygląd. Na szczęście składników jest mało, są niedrogie, więc można odżałować kilka "spalonych prób".
Składniki:
200 g mąki typ 650
160 g letniej wody
6 g świeżych drożdży
1 łyżeczka soli (ta z tych mniejszych, włoskich)
Drożdże rozpuścić w wodzie. Dodać przesianą mąkę z solą i wymieszać, drewnianą łyżką, wszystkie składniki. Nie musi być super dokładnie, wystarczy, że się połączą w jedną masę. Przykryć ściereczką i odstawić na minimum trzy godziny. Po tym czasie rozgrzać piekarnik do 240 stopni z blachą, na której będziemy wypiekać pieczywo. Na blacie rozłożyć papier do pieczenia i podsypać mąką. Przełożyć wyrośnięte ciasto. Posypać obficie mąką i zostawić na czas rozgrzewania piekarnika.
Przełożyć z papierem na gorącą blachę i piec 17 minut. Studzić na kratce, obowiązkowo, bo spód się zaparzy i zmięknie.
środa, 19 listopada 2014
Maślane drożdzówki z kokosowo - kajmakowym nadzieniem
Zaczęłam piec o 3 rano. Bułeczki wzięły udział w akcji charytatywnej w gimnazjum numer 11, szkole Wiktora. Upiekłam z podwójnej porcji, pięćdziesiąt sztuk. Sprzedały się wszystkie, po 2.50 każda i w ten sposób, sekcja do której należy syn, zasiliła konto fundacji wspierającej kenijskie dzieci. A ja miałam satysfakcję, że świeże, jeszcze cieplutkie drożdżówki były miłą odmianą szkolnej przekąski.
Składniki na około 20 sztuk:
ciasto (wszystkie składniki w temperaturze pokojowej)
450 g mąki
160 ml mleka
60 g masła
2 łyżki cukru trzcinowego (może być biały)
2 jajka
20 g świeżych drożdży
2 łyżki ciepłego mleka
nadzienie
80 g masła
120 g wiórków kokosowych
1 łyżeczka cynamonu
2 łyżki cukru trzcinowego
2 czubate łyżki masy krówkowej (kajmak)
do posypania
2 łyżki wiórków
2 łyżki cukru trzcinowego
do posmarowania
jajko i łyżka mleka
Drożdże rozetrzeć z dwoma łyżkami mleka w dużej misce. Masło rozpuścić w mleku i ostudzić. Do miski z drożdżami przesiać mąkę, dodać roztrzepane jajka i pozostałe składniki. Wyrobić gładkie i lśniące ciasto mikserem z końcówkami "haki" przez około 7 minut. Czystą miskę wysmarować roztopionym masłem i przełożyć ciasto. Przykryć folią spożywczą i odstawić na około godzinę (powinno podwoić objętość).
W tym czasie przygotować nadzienie. W rondlu rozpuścić 60 g masła, dodać wiórki, kajmak i mieszać aż składniki się połączą. Odstawić.
Rozgrzać piekarnik do 190 stopni. Wyrośnięte ciasto podzielić na dwie części. Każdą rozciągnąć na blacie kuchennym dłońmi posmarowanymi roztopionym masłem (jeden bok powinien być trzy razy dłuższy). Na połowie ciasta wyłożyć połowę nadzienia, drugą połowę posmarować miękkim masłem, posypać łyżką cukru i połową cynamonu. Zwinąć w rulon zaczynając od strony z nadzieniem i pociąć na 10 kawałków. Układać przeciętą stronę na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Spłaszczyć dłonią wierzch bułeczki, posmarować roztrzepanym jajkiem z mlekiem i posypać odrobiną cukru i wiórkami. Piec 15 minut.
czwartek, 18 września 2014
Cynamonowe rolsy czyli kanelbullar. I cóż, że ze Szwecji.
To kolejne, nocne wariacje, drożdżowych rolsów. Od dawna przymierzałam się do wersji bezowocowej, ale zawsze jakieś sezonowe były pod ręką. Tym razem nie było nic i dlatego nadszedł czas na wersję przyprawioną cynamonem. Kanelbullar, bo tak zwą się te pyszne, aromatyczne, maślane bułeczki, pochodzą ze Szwecji i doczekały się już nawet swojego Dnia, który obchodzony jest czwartego października.
Z dzieckiem na "jednym ręku", z mikserem "w drugim", w kilka minut miałam gotowe ciasto. Kacper uwielbia odgłosy kuchni, które wyciszają go, po nocnym karmieniu, niczym najpiękniejsza kołysanka ;) W jego towarzystwie nocne pieczenie nabrało innego wymiaru. Relacjonuje mu każdy szczegół, z kolejnych etapów wyrabiania ciasta, a On, "wlepia" we mnie zasłuchane oczy, jakby rozumiał każde słowo. Nie jestem już sama w cichej, pustej kuchni. Mam obserwatora, który cały czas się uśmiecha. I nie wiem czy bardziej cieszy go paplanina mamy czy myśl o porannym błysku w oku starszego brata, którego z łóżka "wygania" zapach bułeczek i gaworzący braciszek.
Składniki na 16 bułeczek:
zaczyn:
40 g drożdży
szklanka ciepłego mleka
łyżeczka cukru
łyżka mąki
ciasto właściwe:
3 szklanki mąki (użyłam pół na pół mąkę 450 i 650)
1 jajko, rozbełtane
pół szklanki cukru
pół kostki masła, roztopionego
szczypta soli
nadzienie:
miękkie masło do posmarowania ciasta
cynamon
cukier trzcinowy
dodatkowo:
jajko do smarowania
cukier do posypania
Składniki zaczynu wymieszać i odstawić aż podrośnie. Przesiać mąki do dużej miski, dodać pozostałe składniki, zaczyn i wyrabiać gładkie, lśniące ciasto, około 6 minut mikserem z końcówką "haki". Odstawiamy do podwójnego wyrośnięcia. Ciasto będzie luźne, ale po wyrośnięciu łatwo pozwoli się rozciągnąć na blacie. Podwojone ciasto odgazowujemy, smarujemy ręce roztopionym masłem i formujemy prostokąt o grubości 2 cm. Smarujemy masłem, posypujemy obficie cynamonem i cukrem trzcinowym. Zwijamy w rulon, zaczynając od dłuższego boku. Kroimy na 16 porcji i układamy na dwóch blachach, przekrojoną stroną. Formujemy zgrabne bułeczki, lekko przyklepując. Odstawiamy na 30 minut pod przykryciem. Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni. Wstawiamy blachę i zmniejszamy temperaturę do 180. Pieczemy 15 minut, pakujemy, jeszcze gorące, do szkolnego plecaka i czekamy na szkolnego lajka :)
Inspirację czerpałam stąd
czwartek, 11 września 2014
Drożdżowe bułeczki z farszem z marchewki, tymianku i ziarnami słonecznika.
Składniki na 14 bułeczek:
Ciasto:
400 g mąki 650
100 g roztopionego masła
1 jajko, roztrzepane
2 łyżki jogurtu greckiego
pół łyżeczki soli
zaczyn
25 g drożdży
łyżka mąki
łyżeczka cukru
100 ml ciepłego mleka
Farsz:
4 marchewki, starte na grubej tarce
2 ząbki czosnku, w kosteczkę
listki z dwóch gałązek tymianku
łyżka masła
3 łyżki uprażonych ziaren słonecznika
płaska łyżeczka soli
płaska łyżeczka imbiru
Wymieszać wszystkie składniki zaczynu i odstawić na 15 minut. Przesiać mąkę do dużej miski, wlać jajko, masło, dodać jogurt, wyrośnięty zaczyn, sól i wyrobić gładkie, elastyczne ciasto (mikserem z końcówkami "haki"). Przykryć szczelnie folią spożywczą i poczekać aż podwoi objętość. W tym czasie przygotować farsz.
Rozpuścić masło na dużej patelni. Delikatnie zeszklić czosnek z tymiankiem. Dodać marchewkę i prużyć tak długo, aż będzie miękka. Doprawić solą i imbirem. Ostudzić. W blenderze zmiksować ziarna słonecznika, dodać letnią marchewkę i ponownie zmiksować (ziarna powinny być wyczuwalne).
Ciasto rozciągnąć, w palcach, na prostokąt o wymiarach 30x20 cm. Rozłożyć farsz na całej powierzchni i zwinąć w rulon. Podzielić na 14 kawałków i ułożyć, naciętą stroną, zachowując odstępy, na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przykryć lnianą ściereczką i odstawić na 30 minut. Piec 20 minut w 180 stopniach. Podać z kremem z kukurydzy. Przepis tutaj.
Krem z kukurydzy z imbirem i oliwą z dyni
Są dni, że potrafię spalić wodę i zwarzyć jajecznicę. Wpływ pełnego księżyca, pobudka w środku nocy, pierwsza lewa noga, nie znam przyczyny. I nie wiem, że mam słabszy dzień, dopóki nie zacznę psuć prostych dań. Na szczęście "po nocy przychodzi dzień", taki jak ten, i wszystko znowu do siebie pasuje. Imbir do kukurydzy, marchewka do ziaren słonecznika, drożdżowe bułeczki do kremowej zupy, bujaczek trzymiesięczniaka do blatu w kuchni. Wena na dobre powróciła z wakacji. Maluch pozwala jej się bujnąć, w nieznane, sam bujając w obłokach na dżenderowym (różowym) foteliku. Szczęśliwie nie muszę rezygnować z ulubionego zajęcia. Jeśli nie gaworzy w rytm blendera, malaksera czy siekającego noża, przesypia większość czasu z dala od kuchennych hałasów. Wspólnymi siłami (on spał i głośno sapał) wyczarowaliśmy ten obiad. A tym chętniej się chwalę, bo musiałam skorzystać z tego co pod ręką. Deszcz nie pozwolił na codzienny spacer i zakupy. W niespełna godzinę (bez wyrastania ciasta) pachniało już drożdżowymi bułkami i imbirowym kremem z kukurydzy.
Składniki na 4 porcje:
Składniki na 4 porcje:
2 kolby kukurydzy
2 cebule, w piórka
2 ziemniaki, w kostkę
spory kawałek imbiru, w kostkę
1 duża antonówka
litr bulionu warzywnego
2 gałązki tymianku
sól
świeżo mielony pieprz
czubata łyżka masła
oliwa z dyni do podania
W garnku z grubym dnem rozpuścić masło. Podsmażyć imbir i cebulę. Do miękkiej cebuli dodać gałązki tymianku, ziemniaki i smażyć, aż będą miękkie. Podlewać gorącym bulionem, kiedy będą przywierać do dna. Do miękkich ziemniaków dodać pokrojone w kostkę jabłko. Po chwili wlać resztę bulionu i gotować 10 minut. Kolby kukurydzy przekroić na pół. Ustawić przeciętą stroną na desce i ostrym nożem ściąć ziarna kukurydzy. Wrzucić na ostatnie 5 minut do zupy. Całość zmiksować, przetrzeć przez sito i znowu zmiksować. Podać z oliwą z dyni. Wspaniałym dodatkiem są drożdżowe bułeczki z farszem z marchewki i ziaren słonecznika. Przepis tutaj.
środa, 23 lipca 2014
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Jagodzianki. I wszystko jasne.
Dla tych co w weekend się "obżerali" i dla tych co na przepis cierpliwie czekali 
Składniki na 16 jagodzianek:
800 g mąki typ 450
40 g drożdży
200 g masła
160 ml ciepłego mleka
160 g cukru
1 opakowanie cukru wanilinowego
2 jajka, roztrzepane
4 duże łyżki śmietany 18%, używam z Piątnicy
łyżeczka soli
pół litra jagód
4 łyżki cukru
1 łyżka cukru wanilinowego
1 rozmącone jajko, do posmarowania
lukier: cukier puder, kilka kropel soku cytrynowego, zimne mleko
niedziela, 22 czerwca 2014
Drożdżowe rollsy z wędzoną papryką, masłem szałwiowym i parmezanem. Krem z dyni.
Składniki na 25 rollsów:
Ciasto:
350 g mąki
25 g drożdży
120 g ciepłego mleka
70 g stopionego masła
1 jajko
płaska łyżeczka soli
łyżeczka wędzonej papryki (może być ostra, słodka, może być inna przyprawa)
łyżeczka czosnku (opcjonalnie)
łyżeczka cukru
łyżka masła
5 listków szałwii
4 łyżki startego parmezanu
1 jajko do smarowania
350 g mąki
25 g drożdży
120 g ciepłego mleka
70 g stopionego masła
1 jajko
płaska łyżeczka soli
łyżeczka wędzonej papryki (może być ostra, słodka, może być inna przyprawa)
łyżeczka czosnku (opcjonalnie)
łyżeczka cukru
łyżka masła
5 listków szałwii
4 łyżki startego parmezanu
1 jajko do smarowania
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Drożdżówki z truskawkami i kruszonką. Wielkie i puszyste.
Drożdżówki z truskawkami i kruszonką to klasyka wśród sezonowych wypieków. Mój przepis jest zmodyfikowaną wersją babcinego placka, który cieszy się tutaj ogromną popularnością.
Ciasto (wszystkie składniki w temp pokojowej):
700 g mąki pszennej typ 450 (ciasto nie może się kleić do ręki)
150 g roztopionego masła
130 g cukru
3 jajka
50 g drożdży
200 ml letniego mleka
szczypta soli
opakowanie cukru wanilinowego
Dodatkowo:
2 łyżki cukru pudru lub pokruszonych maślanych ciasteczek
miseczka truskawek, w cząstki
na kruszonkę:
140 g mąki
100 g masła
100 g cukru
Zrobić rozczyn z drożdży, łyżki mąki, łyżki cukru i całego mleka. Odstawić do wyrośnięcia na ok 15 minut.
Wszystkie składniki ciasta połączyć w dużej misce. Wyrabiać ciasto około 7 minut mikserem z hakami. Odstawić do wyrośnięcia. Po tym czasie, podsypać blat mąką i rozciągnąć ciasto, rękami, zaczynając od środka, na prostokąt wielkości 40X30 cm. Posypać cukrem pudrem i rozłożyć truskawki, zostawiając 10 cm wolnego brzegu. Znowu posypać cukrem. Zwinąć w rulon, zaczynając od dłuższego boku w kierunku paska bez truskawek. Pokroić na 14 ślimaków i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w bardzo dużej odległości (u mnie na trzech blachach). Odstawić na ok 30 minut. Posypać kruszonką i piec 20-22 minuty w 180 stopniach. Jeść ciepłe, gorących nie wolno, a zimnych nikt nie doczeka...
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Kacza wątróbka ze słoniną w balsamicznym sosie z truskawek.
Słonina. Brzmi niewiarygodnie, ale zachwyt szefa Amaro i pozostałych członków jury w przedostatnim odcinku Top Chefa, nie pozwolił mi przejść obojętnie. Nie jestem amatorem tłustych mięs, wędlin czy w ogóle dań, a już na pewno nie używam smalcu, ale jestem odważna ;)
Kupiłam cieniutki pasek wędzonej słoniny, w osiedlowym sklepiku, truskawki w sezonie mam zawsze, kacza wątróbka czekała tylko na inspirację, w zamrażarce.
Potrzebowałam:
15 średnich truskawek, w ćwiartki
garść świeżej melisy lub cytrynowej mięty
2 łyżki gęstego sosu balsamicznego
50 ml czerwonego wina
2 łyżki płynnego miodu
20 g wędzonej słoniny, pokrojonej w cieniutkie paseczki
8 wątróbek
1 łyżka mąki
kilka listków świeżego majeranku, tymianku lub oregano
Wątróbki obrałam z błon i zanurzyłam w mleku na godzinę. Odsączyłam i zostawiłam na sitku. Rozgrzałam piekarnik do 140 stopni. Na dużej patelni wysmażyłam paski słoniny. Kiedy nabrały złotego koloru przełożyłam na folię aluminiową, szczelnie zawinęłam i włożyłam do piekarnika. Na tej samej patelni i tłuszczu ze słoniny usmażyłam wątróbki. Wcześniej każdą obtoczyłam w mące. Smażyłam około 4 minuty z każdej strony. Podobnie jak skwarki, zawinęłam w folię i przełożyłam do piekarnika. Z patelni zdjęłam resztki wątróbki, podlałam czerwonym winem i zredukowałam aż płyn pozostał gęsty. Dodałam miód, truskawki, ocet i na bardzo dużym ogniu gotowałam do uzyskania odpowiedniej konsystencji, około 7 minut. Na końcu dodałam kilka kropel cytryny, kilka ziarenek soli, posiekaną miętę cytrynową.
Na talerzu ułożyłam listki ostrej, orzechowej sałaty (uprawiam ją sama), może być rukola, polałam truskawkowym sosem. Wątróbki pocięłam w skośne plastry i ułożyłam na sosie. Posypałam skwarkami ze słoniny.
Jak myślicie jak smakowała taka kolacja? Tym bardziej, że zrównoważyłam "niezdrowy", ale pysznie chrupiący dodatek, zdrowymi, owsianymi bułeczkami...
Krem ze świeżych pomidorów. Serowo - czosnkowe bułeczki.
Sezon pomidorowy zaczął się na dobre. U nas najczęściej pojawiają się na kanapce, świeżo upieczonego razowca, tylko z solą.
Spotkać je można w jajecznicy, szakszuce, z poranną fasolką, na tarcie z ziemniakami.
Jeszcze do niedawna, tylko w sosach i kremach, były ulubionym warzywem Wiktora, dzisiaj, podobnie jak u mnie, wiodą prym i nie obejdzie się bez nich, każda sezonowa sałata.
Krem z pomidorów cieszy się uznaniem od lat. Ale najlepiej smakuje ten pierwszy w sezonie, ze świeżych warzyw. Mąż wybiera na targu najbardziej "pokręcone", najmniej regularne, przerośnięte, pachnące i na pewno polskie. Zna się na tym. Dobry, dojrzały pomidor to 80% sukcesu. Uatrakcyjniam go różnymi dodatkami i one też stają się integralną częścią prostej zupy. Genialna w smaku, z dwoma sekretnymi składnikami, daje uczucie sytości i satysfakcji, że w prostym daniu tkwi najwięcej tajemnic. Dzisiaj podałam go z serowymi bułeczkami*, cudownie pachnącymi suszonym czosnkiem.
Jeszcze do niedawna, tylko w sosach i kremach, były ulubionym warzywem Wiktora, dzisiaj, podobnie jak u mnie, wiodą prym i nie obejdzie się bez nich, każda sezonowa sałata.
Krem z pomidorów cieszy się uznaniem od lat. Ale najlepiej smakuje ten pierwszy w sezonie, ze świeżych warzyw. Mąż wybiera na targu najbardziej "pokręcone", najmniej regularne, przerośnięte, pachnące i na pewno polskie. Zna się na tym. Dobry, dojrzały pomidor to 80% sukcesu. Uatrakcyjniam go różnymi dodatkami i one też stają się integralną częścią prostej zupy. Genialna w smaku, z dwoma sekretnymi składnikami, daje uczucie sytości i satysfakcji, że w prostym daniu tkwi najwięcej tajemnic. Dzisiaj podałam go z serowymi bułeczkami*, cudownie pachnącymi suszonym czosnkiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












