Pokazywanie postów oznaczonych etykietą surówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą surówki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 czerwca 2015

Siekane burgery cielęce z cytrynowo - szałwiowym puree i surówką z kiszonej kapusty. BLW

-Mamusiu zrób kotleciki z opiekacza!
- Nie mogę, bo Kacper ich nie pogryzie . Zrobię placuszki.
- To może chociaż burgery.
- Tak, przecież burgerom da radę 
I tak powstały cielęce burgery, których Kacper i tak nie zjadł, choć próbował. Słabszy dzień. Za to starszy zjadł SZEŚĆ i puree i dokładkę surówki. Mówiłam już, że nakarmić go to wielkie wyzwanie? 

piątek, 3 kwietnia 2015

Gulasz z karkówki z kaszą gryczaną niepaloną i surówką z kiszonej kapusty

Powiecie klasyka, ale kto jej nie lubi ręka do góry. Szczególnie w święta, kiedy sięgamy po stare, polskie, sprawdzone dania. Można zastąpić karkówkę innym, ulubionym mięsem, wybrać też inne dodatki. Mi w tym daniu, oprócz bogactwa smaku, podoba się bardzo podanie ;)
Składniki:
600 g karkówki
marynata:
kumin, czerwona papryka, pieprz czarny, sól, łyżka octu ryżowego, 2 łyżki sosu sojowego, 2 łyżki oleju rzepakowego, 2 liście laurowe
kilka gałązek świeżych ziół: estragon, cząber, szałwia
1 łyżka oleju rzepakowego, do smażenia
2 łyżki passaty pomidorowej
Mięso umyć, osuszyć i pokroić w grubą kostkę. Składniki marynaty wymieszać i obtoczyć w niej karkówkę. Odstawić na pół dnia. W rondlu z grubym dnem rozgrzać łyżkę oleju i obsmażyć mięso. Wlać pół szklanki wody (do połowy), przykryć i dusić dwie godziny. W połowie duszenia dolać znowu wodę. Pod koniec duszenia dodać passatę, zwiększyć ogień i odparować większość płynu. Zostanie pyszny, zawiesisty sos.
kasza
1 szklanka kaszy gryczanej niepalonej
2 szklanki wody
szczypta soli
1 jabłko
2 ząbki czosnku
2 szalotki, w kostkę
2 łyżki oliwy
4 listki świeżej szałwii
Kaszę wsypać do garnka i zalać dwiema szklankami wrzącej wody. Gotować, na wolnym ogniu, aż wchłonie cały płyn i będzie już prawie miękka. Na dużej patelni rozgrzać oliwę, zeszklić cebulę i posiekany czosnek. Po chwili dodać pokrojone w kosteczkę jabłka i posiekaną szałwię. Kiedy zmiękną dodać kaszę, dokładnie wymieszać i odstawić.
surówka
400 g kapusty kiszonej
1 łyżka suszonej żurawiny
1 łyżeczka cukru
szczypta soli
świeżo mielony pieprz
2 łyżki posiekanego szczypiorku
4 łyżki oleju słonecznikowego
Kapustę drobniej poszatkować i odcisnąć nadmiar soku (jeśli jest bardzo kwaśna, opłukać). Dodać posiekaną żurawiną, przyprawy i olej. Dokładnie wymieszać i odstawić w chłodne miejsce, na czas duszenia mięsa.
W dużym, głębszym talerzu ułożyć ciepłą kaszę, robiąc w środku puste miejsce, gdzie włożyć kapustę. Zewnętrzną stronę kaszy obłożyć mięsem i polać sosem.

czwartek, 13 marca 2014

Obiad. Modne podroby w gulaszu z koperkowym sosem, ziemniaczaną zapiekanką i zielonym ogórkiem.

Nie miałam weny. Bo co napisać o kurzych żołądkach, drugich, zaraz po wątróbce, podrobach, które w ogóle przetwarzam. Przyszła wczoraj, po kolejnym odcinku Top Chefa. Uczestnicy programu musieli zmierzyć się ze znacznie gorszą opcją niż cynaderki, móżdżek czy wątroba. Karaczany, szarańcza, świński łeb... Pełna egzotyka. Ilu z tych rzeczy nigdy nie spróbuję, nie ugotuję, a nawet nie zobaczę? Z zazdrością patrzyłam jak przetwarzają żabie udka, wietnamskie ślimaki, ale nie zazdrościłam robaków i owadów. Największym zaskoczeniem był czarny skorpion, który zachwycał na talerzu. Przygotowany przez bardzo skromnego kucharza z Bydgoszczy, wyglądał jak król skorupiaków, HOMAR, który z pozycji władcy, obchodzi swoje zielone królestwo :) Wiele bym dała, żeby spróbować tego jadowitego pustelnika w tym towarzystwie. 
Oni nie mieli wyjścia. Biorą udział w najbardziej prestiżowym konkursie w Polsce i muszą, a właściwie chcą, zmierzyć się z całym dobrodziejstwem kuchni świata. Ja świadomie wybieram, raz po raz, żołądki drobiowe. Głównie ze względu na strukturę. Gotuję z nich tylko dwa dania, zupę i gulasz. Z tym drugim eksperymentuję i często zmieniam dodatki. Przepis, którym chcę się z Wami podzielić jest wynikiem kilku modyfikacji i w konsekwencji, wraz z dodatkami, mistrzowskim daniem kuchni polskiej, taniej i zapomnianej. Smak jest wyjątkowo trafiony, a struktura dokładnie taka jak lubię. Wyczuwalne kawałki żołądków idealnie zgrywają się ze słupkami selera. Koperkowa nuta kremowego sosu łączy danie z chrupiącą warstwą zapiekanki, a zielony ogórek, podany w jogurtowym sosem, idealnie "zapina" całość.

wtorek, 11 czerwca 2013

różowy pstrąg z orzeszkami pini i rodzynkami - gotuję na zamówienie ;)

W każdy, sobotni poranek, toczą się żarliwe dyskusje, co jemy w weekend! Nie ma szans, żebym wykpiła się zwykłym "co tylko zechcecie" albo żeby ułatwili mi życie jakąś malutką podpowiedzią. "Przecież zjemy wszystko"! Niby tak, ale nie zawsze mam wenę. Mogę zawsze zamówić pizzę, ale jak się wychylę, to i tak kończę w garach, z pizzą Jamiego na blacie :) 
Wracając do weekendowego menu. Nie dość, że je wymyślam, to jeszcze bezbłędnie muszę oszacować, ile czego mi trzeba, żeby, jak to mówi Młodszy, ale wyższy, żarcie było "na wypasie". Lista zakupów to moja działka, ale bieganie po sklepach to działka Starszego, ale niższego;) Lubi to, prawie tak bardzo, jak ja kocham gotowanie :) Chwali się potem, jaki to jest sprytny i niczego nie zapomniał ;) Gotowanie, przy przeczesywaniu sklepów w pogoni za "wymyślonymi" produktami, to pestka i pętelka z dziurką ;) Kto by tam nie potrafił zrobić kogla-mogla zapieczonego z truskawkami, kremową zupę z selera, bezę z truskawkami czy wątróbkę z malinami. Łatwizna :)
Dzisiaj na kolację chciałam wykpić się "gzikiem" z rzodkiewką. Zapomnij naiwna kobieto! Myśl i knuj jak z bułek i jajek, bez twarogu, z resztek sera, zrobić "coś" innego, jakiś wypas na pożegnanie.Zrobiłam. Wtłukłam jajko do wydrążonej bułki i zapiekłam z serem brie i szczypiorem. "Pyszne", powiedział Starszy, Młodszy nic nie mówił. Jadł. Uszami, tak się trzęsły ;)
Różowy pstrąg z orzeszkami pini to ulubiony zestaw Wiktora i pewnie dlatego dostałam weekendową wskazówkę. Uff. O ile łatwiej planuję się całą resztę!

piątek, 29 marca 2013

kacze udka - sprawdziłam, mogę podać na Wielkanoc:)

uroczyście i świątecznie oświadczam, że na obiad podam kacze udka:)
z całej kaczki, mają najwięcej dobrego mięsa, więc śmiało mogę liczyć jedno na głowę, a nie, jak to zwykle bywa, kaczkę na głowę, a właściwie na męża;)
podam je w dobrym towarzystwie, pieczonych warzyw i surówki z czerwonej kapusty:)

pieczony kurczak z koniakowym nadzieniem - może na świąteczny obiad?

w końcu poczułam świąteczny nastrój;) i wcale nie za sprawą zapachów, jeszcze;)
wszędzie korki, nerwowi kierowcy, "gorączkowe" dyskusje u rzeźnika... brakuje tylko przebiśniegów, choć "śniegów" jest w nadmiarze;)
tulipany kupione, mięsa czekają na "przeróbkę" na tarasie (choć taki pożytek z zimy wiosną!), pomysł na ciasta dojrzewa w głowie...
rano wycieczka na targ i lista zakupów będzie zamknięta:)
a ponieważ mam kilka zaległych wpisów zacznę od świątecznych, tak myślę, propozycji na obiad:)

kurczak nadziewany koniakowym farszem to danie, które zaskakuje przede wszystkim przepyszną "wkładką":) podałam go z polentą i morelową pekinką...
2 kurczaki po 1,5 kg
łyżeczka soli morskiej
pieprz
łyżka świeżych listków tymianku
łyżka klarowanego masła
nadzienie
40 g piersi z indyka, zmielonej na grubych oczkach
30 g surowego boczku, zmielonego na cienkich oczkach
30 g wątróbki, zmielonej na grubych oczkach
50 ml koniaku (miałam Hennessy)
pół pęczka poszatkowanej kolendry
płaska łyżeczka soli morskiej
skórka otarta z całej cytryny
pieprz
cebula, zmielona na grubych oczkach
łodygi z połowy pęczka pietruszki, zmielone razem z cebulą
nadzienie dokładnie wymieszałam i upchnęłam starannie do dwóch kurczaków (zostało na jeszcze jednego); dziurę zaszyłam, kupioną specjalnie do wyrobu wędlin, nitką; roztopiłam
masło z solą pieprzem i tymiankiem i porządnie natarłam nim kurczaka; ułożyłam go w naczyniu żaroodpornym, "na cyckach";), zaginając skrzydełka, tak, żeby za bardzo nie wystawały, bo się spalą! w tej pozycji piekł się godzinę, w rozgrzanym do 200 st piekarniku (opcja góra dół na środkowej półce); po tym czasie odwróciłam go cyckami do góry i przez 40 minut obserwowałam jak zmieniał się w złoty przysmak;)
polenta to nietradycyjny dodatek do dania głównego:)
200 g kaszki kukurydzianej ugotowałam w litrze osolonej wody (tak długo, aż wchłonie całą wodę); rozłożyłam na blasze, a kiedy była zimna, wycięłam prostokąty, które usmażyłam na wytopionym, z wędzonego boczku, tłuszczu; 
całość podałam z kapustą pekińską wymieszaną z morelowym sosem (łyżka konfitury morelowej, łyżka majonezu, łyżka ulubionego octu balsamicznego, sól do smaku
smacznego :)

sobota, 2 lutego 2013

"król..." jest tylko jeden! w asyście wiernych dworzan, pozwolił się zdetronizować;)

"udusiłam" królika! 
"udusiłam", zjadłam, a wcześniej "wychłodziłam"! 
to wpis dla amatorów mocnych wrażeń... smakowych;)
pierwszy raz przygotowałam, na niedzielny obiad, zajęczaka;)
nie przypominał smakiem żadnego innego zwierzaka; miał mięsiste udka, soczysty comber, ale przednie "skoki" to już tylko ozdoba talerza;) 
królik duszony w białym winie podany na buraczkowym carpaccio z białym sosem, grzybową potrawką i sałatką coleslaw
2 całe króliki - dla smakoszy 1 królik = 1 porcja
butelka białego, ulubionego, wytrawnego wina - ja użyłam chardonnay z Lidla - polecam nie tylko do królika:)
6 grubych plastrów wędzonego boczku:)
pęczek kopru
grubo zmielony pieprz
2 łyżki oliwy
2 łyżki klarowanego masła
cytryna
sól morska

królika, na 4 porcje, podzielił tato:) osobno udka, osobno comber, osobno przednie skoki; kawałki mięsa natarłam solą, pieprzem, posiekanym koprem, sokiem z cytryny, oliwą i marynowałam całą noc w lodówce; dusiłam na maśle w dwóch żeliwnych brytfannach, z 3 plastrami boczku w każdej, przez 2 godziny, stale podlewając winem:)
grzybowa potrawka
opakowanie mrożonej, grzybowej mieszanki z Lidla
250 g malutkich pieczarek
biała część pora
3 duże ziemniaki
2 duże marchewki
100 ml śmietany kremówki
pół pęczka natki pietruszki
2 ząbki czosnku
2 łyżki masła
sól, pieprz, 2 łyżki sosu sojowego lub maggi
grzyby rozmroziłam w temperaturze pokojowej; por zeszkliłam na maśle; pieczarki obrałam ze skóry i smażyłam razem z grzybami, porem i czosnkiem, aż zaczęły puszczać soki; na osobnej patelni smażyłam, na łyżce masła, posolone ziemniaki, pokrojone w cząstki i startą, na grubych oczkach, marchew (około 20 minut); po tym czasie połączyłam grzyby z warzywami i odstawiłam; dokończyłam przed samym podaniem, dodając śmietanę i odparowując zbędne płyny; całość doprawiłam solą, pieprzem i natką;

coleslaw
1 mała, biała kapusta
1 czerwona papryka
2 marchewki
0,5 cebuli
1 łyżka majonezu
sól, pieprz
warzywa starłam na grubej tarce; pierwszą marchew, bo kapusty powinno być tyle samo; "skleiłam" wszystkie składniki majonezem i doprawiłam solą i pieprzem;
sos
mięso przełożyłam na półmisek; przecedziłam wywar z brytfanny i dolałam 200 ml śmietany kremówki; po odparowaniu, doprawiłam solą i odrobiną cukru; niestety zdjęcie sosu się rozmyło:( miał słodko-winny smak i idealnie podkreślał królicze mięso:)
smacznego:)

niedziela, 20 stycznia 2013

cd kulinarnych życzeń - Sebastianie, obiad podano:)

... solenizant się obżera i truje z jakimś spacerem! kto by tam chciał brodzić po kolana w śniegu? chyba, że jastrząb zamienia się w trzewikodzioba - hihihi;)
na obiad ulubiona pierś z kaczki i zupa krem z zielonego groszku;
piersiom towarzyszyło selerowe puree - nie przyznał się od razu, ale myślał, że to ziemniaki;)
modra kapusta i sos z rodzynkami; toast wzniesiony włoskim Montepulciano - odkąd "Babette" podała namiary, ciągle je podpijamy;)
2 piersi z kaczki
100 ml syropu pomarańczowego*
sól i pieprz
oliwa do smażenia
puree z selera
duży seler
1 łyżka klarowanego masła
1 łyżka masła
100 ml wywaru**
100 ml mleka
skórka otarta z połówki cytryny
zasmażana modra kapusta
pół główki modrej kapusty
80 g wędzonego boczku (niezmiennie z Morlin)
1 mała czerwona cebula
2 szalotki
6 suszonych śliwek lub garść rodzynek
150 g czerwonego, wytrawnego wina (Montepulciano pasuje idealnie)
1 jabłko (kwaśne)
cukier, sól i pieprz do smaku
sok z połówki cytryny
sos
100 ml czerwonego wina (dzisiaj króluje Montepulciano)
łyżka zimnego masła
łyżka octu balsamicznego
sól
2 łyżki soku malinowego
garść rodzynek
piersi marynowałam od rana w syropie pomarańczowym;
w myśl zasady, że w mojej kuchni nic się nie marnuje, ugotowałam go z wielu resztek, które zostały po świętach; skórki pomarańczy, suszonych moreli, rodzynek, miodu, cukru i soku z cytryny - proporcje są tajemnicą nawet dla mnie:( podam przepis następnym razem, za rok?
przed smażeniem natarłam je solą i pieprzem - pamiętałam, żeby wyjąć godzinę przed z lodówki;
na rozgrzaną patelnię wrzuciłam 2 ząbki czosnku w łupinkach i kilka gałązek rozmarynu; piersi smażyłam 6 minut na stronie ze skórą i minutę na stronie bez; po tym czasie przełożyłam do rękawa z folii i piekłam w piekarniku przez 12 minut (mniej niż ostatnio, bo były trochę mniejsze) w 190 st góra dół;
kapustę poszatkował solenizant:) gotowałam ją z winem i łyżeczką soli przez 15 minut; boczek, jabłko, cebule, szalotki i śliwki pokroiłam w drobna kostkę; najpierw smażyłam boczek (jeśli jest zbyt chudy, trzeba dołożyć do smażenia łyżkę klarowanego masła), potem dodałam cebulę i szalotkę, po chwili jabłko i śliwki; po 5 minutach (jabłko zaczyna się rozpadać) dołożyłam kapustę i wcisnęłam sok z cytryny; doprawiłam solą, cukrem i pieprzem i dusiłam pod przykryciem około 20 minut;
seler pokroiłam w grubą kostkę i usmażyłam na łyżce klarowanego masła; po około 15 minutach dolałam wywar i mleko (na pewno się zwarzy, ale to nic, i tak całość wpadnie pod nóż blendera) i gotowałam dalej 15 minut; odcedziłam płyn, dodałam łyżkę masła i skórkę startą z połówki cytryny; całość zmiksowałam w blenderze:))) jak mam opisać ten smak? może tak? z kaczki najbardziej lubię selerowe puree!!!
sos: na patelni, na której smażyły się piersi, smażyłam 2 minuty rodzynki, dolałam wino, sok i ocet i odparowałam połowę; kiedy na talerzu były już dodatki, pokroiłam pierś i zagęściłam sos łyżką zimnego masła; ciut posoliłam
pierś ułożyłam na sosie i posypałam usmażonymi rodzynkami...:)
"Trzewikodziób" przystanął nad brzegiem... ciasta jabłkowego, poprosił o porcję z earl greyem i obżarty osunął się na kanapę:)
tym bardziej, że już wcześniej zjadł zupę krem z zielonego groszku**
500 g mrożonego groszku
garść listków świeżej mięty
garść posiekanej natki pietruszki
garść posiekanego koperku
2 duże cebule
2 łyżki klarowanego masła
1 litr wywaru***
2 łyżki gęstej śmietany z Piątnicy
sól, pieprz
plaster szynki serano
cebulę usmażyłam na maśle z płaską łyżeczką soli; dodałam zioła, groszek i tylko chwilę ogrzewałam, żeby nie stracił koloru; dolałam gorący bulion i gotowałam razem 10 minut; całość zmiksowałam blenderem, a potem przetarłam przez sito, pomagając sobie końcówką drewnianego "ucieraka" (taki z kulką, za diabła nie wiem jak to się nazywa); czubatą łyżkę śmietany zahartowałam jedną chochlą zupy i dodałam do gara:) plaster szynki uprażyłam na suchej patelni i pokroiłam w drobniutkie paseczki;
krem podałam z kleksem tej samej śmietany i paseczkami szynki; wspaniały smak, kolor i aromat - ukłony dla polskiego Masterchefa, bo to przepis z jej książki:)
smacznego:)
* pomarańczowa marynata do kaczki we wpisie:"nie będzie karpia..."
** przepis z książki Basi Ritz
*** przepis na wywar tutaj


piątek, 11 stycznia 2013

atlantycka ryba! komu, komu, bo idę po następną:) - gotowałam z pasją:)

...i choć "żar" lał się z makaronu, panierka była solidna, jak z betonu, sałatka nutę świeżości wprowadziła, to drugiej porcji nie udźwignę, tyle sobie nałożyłam! i nawet, kiedy winem popiłam... dalej się nie ruszyłam:(
makaron picchiatelli z owocami morza, czarniakiem w selerowej panierce i sałatką z kopru włoskiego - popiłam chilijskim Chardonnay:)
już od samego pisania mam znowu "mdłości", ale apetyt też - to się nazywa żarcie bez odpowiedzialności!
dlatego zamiast od przepisu, zacznę od przestrogi pisanie, kto skusi się na to gotowanie, najpierw w aptece niech zakupy zrobi, bo na pewno nie przestanie jeść w pół drogi...:)
czarniak w panierce
4 filety z czarniaka (kupiłam mrożone w Lidlu - tym razem w paczce była pełnowartościowa ryba) 
średni seler (korzeń)
1 pęczek natki pietruszki
gruboziarnista sól morska
łyżka masła klarowanego do smażenia
jajko 
czarniak to dorszowata ryba;  papugując za Wikipedią, nazwa pochodzi od czarnej barwy wnętrza jamy gębowej - jak to sprowadzić na ziemię? jest tylko jedna "czarna jama", która przychodzi mi do głowy, zakonników w "Imię Róży", którzy tak zachłannie pożerali zakazane księgi, jak ja dzisiejszy obiad:) na szczęścia ja żyję, ale ledwo:(
rzeczona czerń to atrament, który dzisiaj pojawił się w ...makaronie...
to taka włoska fanaberia:) jest w 5 kolorach, a czarnemu właśnie, barwy użyczyła, prawdziwa mątwa, która namieszała też w ostrym, pomidorowym sosie:)
fenkuł - koper włoski
makaron picchiatelli z owocami morza
250 g makaronu
250 g mieszanki owoców morza ( macki i krążki z kalmara indyjskiego, omułki chilijskie, krewetki) od Abramczyka - w końcu dobra mrożonka:)
2 papryczki chili (nie był bardzo ostry, był ostry, z jedną będzie akurat, ale bez papryczek proszę nie gotować!)
1 fenkuł (koper włoski)
seler naciowy
4 ząbki czosnku
seler naciowy
3 szalotki
oliwa z oliwek
2 puszki pomidorów (całych bez skóry)
sól, cukier
skórka z ćwiartki cytryny
natka pietruszki
100 ml wody z gotowania
sałatka z kopru włoskiego
ten sam koper włoski
ten sam seler naciowy
kilka listków świeżej mięty


łyżka odsączonego, młodego, imbiru w zalewie 
octowej ( ze słoika)
1 ogórek zielony
dressing do sałatki
łyżka jasnego, płynnego miodu
150 ml wina, tego, którym popiłam:)
łyżeczka musztardy angielskiej
4 łyżki oliwy z oliwek
łyżka octu winnego, sól
ryby i mieszankę owoców morza odmrażałam w temperaturze pokojowej, od rana;  panierkę do ryby przygotowałam z łyżeczki soli, obranego selera i natki pietruszki, które zmiksowałam w kuchennym robocie;
makaron ugotowałam wbrew instrukcji na opakowaniu, bo 10 minut, a  nie 12! "dojdzie" w sosie; wszystkie warzywa, do sosu i sałatki, przygotowałam jednocześnie, ale zanim zaczęłam kroić, siekać i ciąć, zagotowałam miód z winem, zredukowałam do połowy (płyn powinien mieć konsystencję oleju) i  wystawiłam za okno; 
czosnek pokroiłam na drobną kosteczkę, papryczki na drobne paseczki; do sałatki połówki kopru, na których rosną zielone listki, podobnie z selerem (użyłam 4 łodyg); pozostałe części kopru i selera pokroiłam, też na cieniutkie plasterki, do sosu; szalotki i natkę drobno posiekałam; pomidory zmiksowałam w blenderze z listkami selera i łodygami, z jednego pęczka, natki pietruszki;
mieszankę owoców marynowałam przez pół godziny w skórce otartej z połowy cytryny, łyżeczce posiekanej papryczki, czosnku i dwóch łyżkach oliwy;
w tym czasie, na rozgrzanej oliwie, podsmażyłam składniki na sos, a kiedy zaczęły puszczać soki, zwiększyłam maksymalnie ogień, odparowałam wszystko co płynne i wlałam zmiksowane pomidory; doprawiłam solą i gotowałam do czasu, aż bulgocząc, zapaskudził całą kuchnię!
do miski, w której czekał pokrojony koper i seler, dodałam pokrojony w paseczki imbir, kilka listków świeżej mięty, łyżkę natki i ogórka, którego "ścięłam" wzdłuż, obieraczką do warzyw, nie zaczepiając gniazda nasiennego; do wystudzonej bazy do dressingu, dodałam oliwę, musztardę, ocet winny i odrobinę soli i dokładnie ubiłam; wymieszałam z warzywami i odstawiłam do lodówki za oknem;)
czas na rybę:)
na patelni rozgrzałam łyżkę klarowanego masła; czarniaka moczyłam najpierw w roztrzepanym jajku, a potem mocno przyciskałam do selerowej panierki; smażyłam z każdej strony po, około, 4 minuty, a obok, przez ostatnie dwie, owoce morza, ale na oliwie;
do gorącego, pomidorowego sosu, dodałam makaron i połowę wody z gotowania, a kiedy wszystko było już gorące, wymieszałam z owocami z drugiej patelni;
na talerzu ułożyłam dwa filety, zdecydowanie za dużą porcję makaronu, a osobno podałam sałatkę...  
każdy kęs podkreślało "trafione" wino - całkiem nieźle idzie mi nauka doboru win, jeszcze kilkadziesiąt wpisów i zmienię nazwę bloga na "sommelier-uję komuś";)
głupio tak się ciągle chwalić, ale takim żarciem i piciem trudno się otruć, można się jedynie "dobić"... kolejną porcją:) 
smacznego:)

niedziela, 6 stycznia 2013

dorsze "złapane" i rozjechane... na patelni - nie zawsze jaka ryba, taki obiad - gotowałam i rapowałam:)

goście bawią się ze mną w skojarzenia: ja ryba, oni kapusta! ja seler, oni feler! ja pory, oni spodnie;)
krem z "porów" był, ale się zmył i nie dał się sfotografować! 
Maciej mówił, że był "sztruksowy"  - to chyba znaczy cool, choć jest zachodniojęzyczny i mogłam coś pomieszać ;)
dorsz był i też się... "zbiesił", bo trzeba męża rybaka, żeby ryba była niebylejaka! 
można też mieć przyjaciela co łowi, przyjaciółkę co mrozi, Kasię co "schowi"... można też mieć reala (sklep, nie życie:))...
kiedyś byłam u takiego "mościrybaka" co dorszem "wymiatał"... towarzystwo;)
ja wymiotłam talerz, on wymiótł talerz, oni też go wymietli i nie chodzi o koniugację, tylko aberrację!! nawet "realny" dorsz w takim towarzystwie nie panuje nad sobą - rozpada się, ale pozwala pożreć bez argumentów...:)
drugi raz się chwalę, bo dorsz w orzechowej panierce w towarzystwie warzywnego trio był "realnym" rarytasem...
3 filety z dorsza, bez skóry, bez ości (akurat!) bez żalu;)
pół litra mleka
100 g migdałowych płatków
garść orzechów włoskich
garść orzechów laskowych
pęczek natki pietruszki
1 ugotowany w wywarze (rosole) seler
długi, biały i soczysty por
łyżka majonezu
łyżka soku z cytryny
olej orzechowy do smażenia
olej słonecznikowy do kapusty
pół kilo kiszonej kapusty - ja przetwarzam tylko z P&P (Piotr i Paweł)
pół cebuli
2 łyżki masła
50 ml białego wina - pod ręką był Riesling - dobry był;)
czubata łyżeczka angielskiej musztardy - w tym przypadku nie uznaję kompromisu ani innego substytutu;)
trochę kremówki - śmietany, nie ciastka;)
filety moczyłam godzinę w słonym mleku; orzechy sparzyłam, żeby zdjąć skórkę - w lnianej ściereczce pocierałam jednego o drugiego, orzecha:); potem, na tarasie, dmuchnęłam porządnie w lniane zawiniątko i skórka się "ulotniła":)
orzechy, migdały i listki natki zmieliłam w kuchennym robocie - ale był aromat!
por pokroiłam w cieniutkie paseczki i zalałam wrzątkiem - po co? bo jak ktoś przez niego "beknie", nie będzie na mnie ;)
seler z wywaru pokroiłam  w półksiężyce; 
kapustę drobno posiekałam i pół cebuli też:)
ugotowałam też dwa ziemniaki, bez "pi-re" nie zaliczą mi obiadu, tylko przekąskę - nawyki są gorsze od uzależnień - Wiśniewski twierdzi, że ich suma jest niezmienna, zmienia się tylko jakość;) wiem coś o tym - zamieniłam "fajki" na czekoladę:)a "figurę" na XXL;)
zanim zaczęłam przytulać rybkę do tej cudownej panierki, przygotowałam dodatki;)
kapustę wymieszałam z cebulą (pokrojoną w kosteczkę) łyżeczką cukru, soli i olejem (tyle ile kalorii chcę przemycić:)) - to jest jedna z najlepszych, polskich surówek - nie wiem co na to Włosi czy Hiszpanie, ale ich mdły bakłażan zawsze musi mieć towarzystwo - nasza kapusta, dobrze ukwaszona, sama w sobie jest królową dodatków ( bez niej schabowy nie tworzy spółki cywilnej, jest zwykłym "habem";)

wystudzony por połączyłam z sokiem z cytryny, łyżką majonezu, cukrem i solą - zrobiłam to chwilę przed podaniem, bo inaczej "puści" soki;) pi-re tradycyjnie utłukłam z łyżką 18% Piątnicy (mam ją zawsze w lodówce) i skórką z ćwiartki cytryny; seler smażyłam na maśle w tym samy czasie co filety;
już czas na ten "realny fish" - miały być pstrągi, ale w Toruniu dobre, świeże ryby są mniej dostępne niż Anioły;)
nawet jak się rozpadną to nic - mam to gdzieś i Wy też miejcie - sos i seler przyćmi Pana "Orsza";)
w każdym razie usmażyć go trzeba, choćby uchylał się na maksa; ja zrobiłam mu przykrość na patelni z orzechową, gorącą oliwą:) kilka minut, a i tak się "zbiesił" - cóż, w oko mu seler, a w ogon sos;)
bez niego całe gadanie, pisanie i gotowanie na nic... rozgrzałam łyżkę masła i podsmażyłam kilka sekund łyżkę panierki ( nawet jak na nią teraz patrzę to pachnie tak samo;)), dolałam wino, śmietanę i "wykończyłam musztardą - troszeczkę posoliłam, no normalnie miód w gębie albo inna ryba...:)
na "rozjechanego" dorsza ułożyłam przysmażone na maśle selery i obficie polałam sosem... hmmm, może dzisiaj ten sam obiad?
smacznego gotowania, bo to obowiązkowa pozycja w menu:)